17 gru 2014

Jedzenie w domu według Sue Lawrence



Wiele razy mówiłam Wam, że szaleję, za dziwacznymi książkami kucharskimi. Im mniej znana tym lepiej! Uwielbiam czytać i poznawać nie tylko przepisy, ale szczególnie opowieści autorów, specyficzne zwyczaje, tradycje. Każdorazowo mam wrażenie, że na te kilka chwil siadam z nimi do stołu, staje się członkiem rodziny, kimś .. "wtajemniczonym". 




Jakiś czas temu wpadła mi w ręce, cudna książka Sue Lawrence "Eating In" o szkockich tradycjach kulinarnych. Powiem Wam szczerze, że jakoś nigdy wcześniej nie miałam okazji próbować ani samodzielnie przygotowywać tradycyjnych szkockich potraw. Po lekturze książki Sue Lawrence, wiem, że straciłam bardzo wiele. 



Ale nie o tym dzisiaj. Autorka w bardzo ciepły sposób opowiada o rodzinnych tradycjach, smakach i zwyczajach, sprawiając, że aż czuje się powiew wiatru na szkockich wzgórzach, smak prawdziwej Whiskey i cudowną melodię szkockiego brzmienia. Okazuje się, że Szkoci, poza opinią wyjątkowych skąpców, mają także wiele innych przywar. Uwielbiają zabobony! Ich codzienność ściśle oparta jest na przekonaniach, które w Polsce już od jakiegoś czasu zupełnie nie funkcjonują, lub pozostały jedynie w sferze żartu. 



Okresem całkowicie wyjątkowym dla Szkotów, jest tzw. Hogmanay. Hogmanay to okres świętowania Nowego Roku. Nie ma jednak zbyt wiele wspólnego z naszym Sylwestrem. Hogmanay ciągnie się od Sylwestra aż po Styczeń, zaś Szkoci świętują tak długo jak tylko się da. W tym czasie najważniejsze jest szczerzenie dobrej nowiny. I tutaj pojawia się moment, który mnie wyjątkowo urzekł, mianowicie, po Nowym Roku obowiązkowym zwyczajem jest odwiedzanie wszystkich swoich, żyjących krewnych, na piechotę. Całe rodziny, ubrane wystarczająco ciepło, przy przetrwać zimowe, mroźne powietrze, spacerują od domu do domu, witając się z bliskimi w Nowym Roku. Oczywiście, nie tylko o witanie tu chodzi. W każdym domu jest specjalnie przygotowany na tą okazję bufet, składający się głównie z maślanych bułeczek z Cheddarem, z ciasta z rodzynkami i zapiekanki ze stekiem. Jak wiadomo, po zimowym spacerze, trzeba się również porządnie rozgrzać, stąd goście witani są również kieliszkiem wódki (dla mężczyzn), niewielką ilością sherry ( dla kobiet) oraz bezalkoholowym winem imbirowym dla dzieci. Nic dziwnego, że Szkoci tak bardzo pokochali Hogmanay! Myślę, że jest w tym zwyczaju coś absolutnie magicznego, ciepłego i rodzinnego. Dodatkowo rozczula mnie fakt wspólnych noworocznych, rodzinnych wycieczek. Oczywiście wiem, że jest to możliwe jedynie kiedy całe pokolenia mieszkają w jednym miasteczku, a nie są porozrzucane po całej Szkocji, ale tak czy siak, jest w tym coś naprawdę pięknego!



Pamiętam, jak na samym początku mieszkaliśmy w Anglii z rodziną starszych Anglików i pierwszą wielką gafą jaką popełniliśmy było wstawienie prania w Nowy Rok. Nic nie świadomi, chcieliśmy jedynie uprać brudne ubrania, a rozpętaliśmy ogólnorodzinną, angielską histerię. Okazało się, że według Anglików, pranie w Nowy Rok przynosi ogromnego pecha i jest jedną z najgorszych rzeczy jakie można zrobić..tak.. ten pierwszy rok bardzo wiele nas nauczył..Musieliśmy się bardzo dużo natłumaczyć, aby troszkę uspokoić spanikowanych Brytyjczyków, wmawiając im, że jak pranie wstawili nieświadomi Polacy, pech nie obowiązuje.
Sue Lawrence, opowiada zaś, że według Szkotów, największe szczęście spada na rodzinę, jeśli pierwszą osobą, która wchodzi do domu, po wybiciu godziny 00.00, jest wysoki, przystojny brunet, najlepiej niosący w dłoniach kawałek czarnego węgla. Oj bardzo mi się podobają szkockie zwyczaje.. kto wie, może kiedyś uda mi się spędzić magicznego sylwestra w cudnym szkockim domu, z kieliszkiem sherry w dłoni. Bardzo bym chciała. 

Jeśli kiedyś napotkacie książkę Sue Lawrence, przeczytajcie koniecznie! Ja zaś obiecuję, że za jakiś czas przygotuję Wam kilka potraw, które poleca. Już się sama nie mogę doczekać!


1 komentarz:

  1. My oglądaliśmy kilka odcinków przygód Katy Morag na dziecięcym kanale tv. I o Świętowaniu Nowego Roku było dużo.
    Pierwszym gośściem był członek rodziny który przysniósł bochenek chleba aby gospodarzom nigdy go nie zabrakło w Nowym Roku. bardzo ten zwyczaj mi się podobał. I mnóstwo tańca ;-)

    OdpowiedzUsuń